Świnoujście

Hejka.

Świnoujście taki padł pół roku temu wybór na miejsce wakacji.

2 września 2016 roku wieczorem wybraliśmy na pociąg do Katowic. Długo nie czekaliśmy. Myśleliśmy, że jak już po sezonie to nie będzie tłoku. Byliśmy w totalnym błędzie. Był taki tłok, że nawet nie było jak się ruszyć. Siedzenia były ciasne, nie wygodne. Jechaliśmy najstarszym pociągiem jakie ic jeszcze miało. Dodam, że nasza podróż trwała jedenaście i pół godziny. Ja z problemami z…

 

 

Hejka.

Świnoujście taki padł pół roku temu wybór na miejsce wakacji.

2 września 2016 roku wieczorem wybraliśmy na pociąg do Katowic. Długo nie czekaliśmy. Myśleliśmy, że jak już po sezonie to nie będzie tłoku. Byliśmy w totalnym błędzie. Był taki tłok, że nawet nie było jak się ruszyć. Siedzenia były ciasne, nie wygodne. Jechaliśmy najstarszym pociągiem jakie ic jeszcze miało. Dodam, że nasza podróż trwała jedenaście i pół godziny. Ja z problemami z kręgosłupem dałam radę, obawiałąm się, że wyjdzie w czasie. I tak było po kilku godzinach poczułam ostre kłucia w biodrach.

To nie był jeden z koszmarów. Po tym jak wysiedliśmy z pociągu i udaliśmy się w stronę promu zaaatakowały nas komary. Dosłowna plaga. Wchodziły wszędzie. Do uszy, we włosy. Gryzły przez spodnie. Czekanie na prom się dłużył nieubłaganie. W końcu dotarliśmy na prom. Tam było nieco lepiej. Do czasu zameldowania w pokoju było sporo czasu więc udaliśmy się do Mc Donald'a. Z początku jak dotaliśmy chciałam być na świeżym powietrzu, ale jak zaczęły kąsać nas komary weszliśmy do środka.

Środki na komary kupiliśmy w dwóch aptekach, jak się później dowiedziałam, że w pewnym momencie ich brakło w aptekach, drogeriach. Nic dziwnego. W parku postanowiliśmy się wysmarować. Niestety siadały na ubrania i przez ubrania gryzły. Na szczęście następnego dnia było dużo lepiej. Jeszcze tego samego dnia wybraliśmy się po zakupy i tylko wstąpiliśmy na plażę. Do końca dnia spędziliśmy w pokoju ogarniając się. Pogoda nie zachęcała by wyjść było wietrznie i zimno. Więc stanęło na tym, że wieczór spędzimy przed tv.

4 września– następnego dnia od samego rana padało, zimno było, ale mimo to wyszliśmy się przejść. Wtedy drogę wybraliśmy w kierunku młyna o nim morzecie przeczytać tutaj: 

Powietrze było fantastyczne mimo takiej pogody. Zupełnie inne niż na Śląsku. Nawet nie było czuć spalin z samochodów mimo, że jezdziło ich tam sporo.

5 września wybraliśmy się do Niemiec. Daleko nie byliśmy razem pokonaliśmy 10 km pieszo. Dla jednych to sporo dla drugich nie. My po powrocie nóg dosłownie nie czuliśmy. Tego dnia pogoda dopisywałą. Na niebie pojawiło się słońce, choć nadal było wietrznie. Ale mnie to zupełnie nie przeszkadzało. Wieczorem udaliśmy się na plażę. Liczyliśmy na zachód słońca. Wiało jeszcze bardziej. Ludzie chodzili w kurtkach z kapturami założonymi. Ja zdjęłąm sandały i wskoczyłam do wody. była tak cieplutka, że aż nie chciało się wracać. Po zachodzie słońca Rafał mi się oświadczył. Było romantycznie

6 września wybraliśmy się do latatarni morskiej. W jedną stronę mieliśmy do pokonania niecałe 7 km. Co tam to pikuś. Tylko szkoda, że p drodze nie było ławek, bo dla kogoś kto ma problemy z kręgosłupem ławeczki by odpocząć by się przydały. Potem mieliśmy do pokonania ponad 300 schodów. O tym możecie przeczytać tutaj:

Póżnie wybraliśmy się jeszcze do Mc Donalda na lody. I na plażę. Wieć tego dnia razem przeszliśmy ok. 20 km

7 września odbyliśmy rejs statkiem o tym możecie przeczytać tutaj:

 

 

Zobacz również