Dzień skupienia i nauki przedmałżeńskie obowiązkowe!

Nie ma lekko. Musicie przez to przejść. Choćbym nie wiem jak wam się nie chciało. Ale czy tak naprawdę jest to takie straszne? Przeczytajcie posta, a się dowiecie.

 

 

Dzień skupienia mieliśmy już dawno za sobą. Byliśmy już w grudniu. Nie chcieliśmy wszystkich przygotowań zostawić na ostatnią chwilę. Chcieliśmy również po nich iść na nauki. Niestety byliśmy tylko my i jeszcze jedna para. Proboszcz powiedział, żebyśmy przyszli w marcu. Wtedy powinno być więcej par.

Jednak był strach, że coś wypadnie i nie będziemy mogli być. Ale na szczęście mamy już to za sobą.

Nauki odbywały się codziennie od godziny 19 przez cztery dni Każdego dnia po dwie godzinki. Czy to był czas tracony?

Odpowiem zależy jak się na to patrzy. Zależy kto to prowadzi. Jak nawiązuje kontakt ze słuchającymi. Powiem szczerze, że niektóre rady choć przestarzałe to coś w nich jest. Porównanie mam. Nie swoje lecz dziadków oraz rodziców. Choć tu nie tylko rady są potrzebne, ale praca nad sobą. Jeśli ktoś twierdzi, że jest ideałem i wszystko mu się należy, nic nie daje od siebie to takie małżeństwo nie ma prawa istnieć. Z życie wzięte!

Co było na tych naukach?

Mieliśmy zeszyt zadań. Były pytania o mocne i słabe strony- cechy charakterów swoich i narzeczonego, o to czy już znamy swoje rodziny, czy chcemy mieć dzieci, o sprawy finansowe.

W poradni było małżeństwo z kilkunastoletnim doświadczeniem małżeńskim. Opowiadali o swoich doświadczeniach na poważnie, ale też i były zabawne porady.

Myślę, że przydały się. Choć nie najlepiej się czułam to nie było opcji, żeby nie pójść.

Zobacz również