Daj włos! Podaruj cząstkę siebie

Podaruj cząstkę siebie, a dobro powróci z podwojoną siłą …

Tak często mi mówiono i coś w tym musi być. Ostatnie lata nauczyły mnie cieszenia się z najdrobniejszych rzeczy. O tym by innym pomagać i tym samym cieszyć się ze szczęścia, że można komuś pomóc.

     A jak to się zaczęło?     

O oddaniu włosów myślałam już kilka lat temu, niestety przez problemy zaczęły mi strasznie wypadać i zrobiły się suche, poniszczone i rozdwojone. Dokładnie rok temu w połowie czerwca ścięłam włosy do ramion. We wrześniu już wiedzieliśmy, że w lipcu będziemy się pobierać. Mówię ok. Ale po ślubie idę do fryzjera. Mimo, że fryzjerów nie lubię. Warto, pocierpieć. Nawet nie pytajcie, czemu nie lubię. Dostaję paniki gorzej niż przed dentystą. Trauma sprzed kilku lat. Szłam podciąć końcówki, a wróciłam tylko z połową włosów. Drugą sprawą strasznie nie lubię jak mi ktoś ciągnie za włosy. To już wyrwanie zęba mniej boli. Poważnie! 🤣

Dwa tygodnie przed naszą podróżą poślubną zapadła decyzja, że włosy ścinam nigdzie indziej niż w Krakowie. Przeszukałam spis salonów współpracujących z fundacją rak’n’roll i jeden wpadł mi w oko. Jak się na miejscu okazało niedaleko gdzie mieliśmy wynajęte mieszkanie.

Mnie już posłużyły w dniu ślubu teraz niech są częścią peruki dla kogoś kto walczy z największym wrogiem życia jakim jest rak.

Data 13-tego lipca. Mówię spoko grunt by byle nie poniedziałek, bo w poniedziałki 13-tego mam pecha. Nie wiem, czemu. Nie jestem przesądną osobą, ale akurat w tym dniu zawsze coś musi mi się przytrafić. Nawet nie myślę o tym, a nie raz bym życie straciła (żart), ale wypadki prawie murowane.

Fryzjer w salonie, który wybrałam był przemiły nawet pytał czy się długo decydowałam. W ogóle się nie zastanawiałam! Obawa była taka, że nie miałam pojęcia jak w krótkiej fryzurze będę wyglądała. Ale mówię raz się żyje a i tak odrosną wcześniej czy później. Cztery cięcia i po wszystkim. Potem tylko zostało zrobienie fryzury. Ufff. Po wszystkim. Nawet nie wiecie, jaka to satysfakcja.

Innym może wydawać się to trochę głupie, że się takie włosy oddaje, bo to nie boli a inni robią z tego jakby się komuś życie uratowało. ( życie nie, ale poczucie kobiecości już tak). Mnie zaskoczyło, gdy usłyszałam, że można mieć wątpliwości nawet już będąc na fotelu przed lustrem. Przecież to tak radosna chwila, że sam fakt posiadania zdrowia powinien być takim motywatorem przy tych, którzy go nie mają. I walczą o każdy kolejny dzień.

 

     Znajomi i rodzina pytają, co dalej? Poczekam aż odrosną i będzie pretekst by pojechać znów do Krakowa, by kolejny raz to zrobić. To zrobić! By jakaś kobieta odzyskała poczucie kobiecości przy walce z największym wrogiem życia!

      ♥   ♥        Kolejne marzenie spełnione. Aż nie może być.  

      A teraz lecę szkicować kolejne szczęśliwe dni.     ♥    ♥     

 

 

 

Ja, moja nowa fryzura i włosy, które zostały przekazane <3

 

Zobacz również