Wracam do gry!

Wracam do gry! Po dłuższej przerwie. Było to konieczne, aby dojść do pewnych wniosków. Uporządkować to, co od dłuższego czasu było jednym wielkim bałaganem. Wyznaczyć sobie ścieżkę.

Pewnie będą po drodze przeszkody nie do ogarnięcia, ale myślę, że powinnam spróbować. Tylko bierność może spowodować spadek w dół.Ostatni miesiąc bardzo wiele zmienił. Było mnóstwo dni takich, po których chciałoby się wyć. W końcu zrozumiałam, komu na mnie zależy, a kto jest tylko po to bym koło niego skakała.

Mimo, że przeżyłam piekło nikt nie raczył nawet podać ręki, a jeszcze wszyscy na siłę próbują mi przypominać to wszystko. Chciałabym już w końcu zapomnieć, ale się nie da. Gdy już dochodzę do siebie nagle zjawiają się życzliwe dusze. Do niektórych nie dociera jak trudno pozbierać się po takiej tragedii. Tylko, że ja to przeżyłam, a oni nie. Ciągle muszę się ze wszystkiego tłumaczyć. Dlaczego wolę robić to, a nie tamto? Wszyscy dyktują, co wypada, a co nie.

     W życiu nic nie wypada. Codziennie ktoś łamie zasady. I co z tego?      

Ta przerwa była bardzo potrzebna. W grudniu, choć na chwilę wyskoczyliśmy z mężem do Wrocławia. Trochę by odetchnąć. Trochę by zaszaleć.


Był też tydzień, w którym zmierzyłam się z przeszłością. Niezbyt dobrze wspominam końcówkę przygody z TAP. To nie było przyczyną nagłych zwrotów w akcji, a śmierć przyjaciółki Aśki. Jednak tak znienawidziłam to, że na samą myśl aż mnie mdliło i robiło mi się słabo. Ale może to, dlatego, że razem uczyłyśmy się i tak nagle zostałam z tym sama.

     Już nic wtedy nie było takie samo!     

Gdy Marta i Oliwka przyjechały z butami i oznajmiły, że nie ma, co uciekać, a trzeba z tym walczyć. Trochę się przeraziłam, że się załamię i traumatyczne wspomnienia wrócą.

      By zwalczyć lęk najlepiej jest wejść w sam środek tornada.      

Tu raczej można powiedzieć sam środek emocji. I udało się! Już nie myślę, co by było gdyby. Tylko, co można by zrobić żeby było lepiej. W ostatni dzień odwiedziła mnie mama Asi. Unikałam kontaktu od 10 lat. Zerwałam kontakty chyba nie byłam na to gotowa. Spotkanie przebiegło w miłej atmosferze. Rzeczywiście bałam się usłyszeć najgorszego. O kilku rzeczach nawet nie wiedziałam. Na szczęście przeżyłam je i chyba mogę powiedzieć, że dałam radę. Już nie myślę w ten sposób, że straciłam kogoś i powinnam całe życie opłakiwać. Teraz zastąpiłam to tym —-> co powinnam zrobić by była dumna ze mnie. Na pewno nie wejdę w jej buty mimo, że miałyśmy ten sam rozmiar, ale może kiedyś dorobię się własnych.

Tak jak pisałam w planach na 2018 jest to jedyna rzecz (czyt. 9 plan), która była tajemnicą i podzielę się nią wkrótce.

A więc wracam do bloggingu, ale nie tylko. Będzie więcej o Hand Made, TAP, podróży i wiele, wiele innych …

Zobacz również